Bieżące tematy polityczne, społeczne i gospodarcze a także krytyka dziennikarskiego przekazu. Myśl śmiało, nie bądź łatwowierny , nie pozwól sobą manipulować !
Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze o wywiadzie profesora Bartoszewskiego. (44)

Czytam rozmaite opinie w kwestii  wywiadu pana profesora Bartoszewskiego udzielonego  dla  "Die Welt" i nie ukrywam, że muszę zażywać środki uspokajające. Mam wątpliwości, czy naród wyrażający tak skrajne opinie na ten sam temat, może odnieść sukces ? Wśród setek informacji związanych ze sprawą,  najbardziej bulwersują mnie te, że największą wiedzę o czasach które opisuje Władysław Bartoszewski mają ludzie których nie było jeszcze wtedy na świecie ! Zrozumienie tej grupy, na pewno wymaga głębokiej analizy i na pewno może stanowić temat niejednej pracy naukowej. Pomijam tu jednakowoż Martę Kaczyńską, bo tu sprawa jest dość prosta. Ludzie walczący o władzę plotą różne brednie i albo znajdują poklask w narodzie albo nie. Jednak z pozostałymi problem nie jest taki  łatwy i wymaga dogłębnych badań. Zresztą dotyczy to także opinii o czasach bardziej współczesnych, choćby o stanie wojennym czy powstaniu Solidarności.

Wracam jednak do sprawy wywiadu i przypominam sobie zdarzenie z życia mojej rodziny, które widzę tak jakbym patrzył oczyma profesora Bartoszewskiego. Jest przełom stycznia i lutego1945 roku. Trwają zaciekłe walki o wyzwolenie Czechowic-Dziedzic. Wojska IV  Fronu Ukraińskiego, 38 Armii generała Kiryła Semionowicza Moskalenki ostrzeliwują miasto katiuszami. Niemcy mocno bronią miasta, gdyż potrzebny im jest jego potencjał przemysłowy. Cywile chronią się gdzie popadnie , mieszkają w schronach i piwnicach przez około dwa tygodnie, gdzieś między 28.01.1945 roku a 11.02.1945r. Moja mama z siostrą i babką otrzymały schronienie w głębokich piwnicach Pałacu Kotulińskich. Przez dwa tygodnie egzystencji  pod obstrzałem, żywność ukrytym w piwnicach pałacu  ludziom, dowoził na rowerze z narażeniem życia niemiecki żołnierz. Jak mi opowiadała mama, żołnierz ten pełnił tam służbę przez cały okres okupacji i kiedy tylko nadarzała się okazja pomagał Polakom. Kiedy Czechowice - Dziedzice zostały zdobyte , żołnierz ów , przebrał się za cywila i wmieszał  w tłum mieszkańców  ukrytych w lochach pałacu. Niestety, został on bezbłędnie "wyłowiony" przez Rosjan i natychmiast rozstrzelany na  jego dziedzińcu. O mało brakowało, aby rozstrzelana była też moja siostra którą Rosjanie brali prawdopodobnie za córkę nieszczęsnego żołnierza. Wiem, że mieszkańcy płakali po  jego  rozstrzelaniu  i zrobili mu pogrzeb. Myślę nawet, że gdyby dobrze poszukać to można by jeszcze znaleźć świadków tamtego dramatu. Do dzisiaj z największą czcią przechowuję pamiątki z pałacu Kotulińskich, także dlatego, że w jego przybudówkach urodziła się moja mama. Opisałem historię i dramat jakich wiele było podczas II Wojny Światowej. Niech mi na koniec wolno będzie przytoczyć słynne motto Jana Gerharda obrazujące dolę człowieka:

"Losy ludzkie są kręte jak drogi i ścieżki w Bieszczadach,zawsze jednak los człowieka zależy od  drugiego człowieka"

Przyjacielowi mieszkającemu w Bieszczadach....

Prezes 03.03.2011r.

P.S. Załączam zdjęcie pałacu Kotulińskich po remoncie.

 

 

czwartek, 03 marca 2011, 0_prezes1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/03 21:12:06
Jestem z pokolenia, które wojnę zna tylko z przekazów. Są to różne historie czasami bardzo dramatyczne.Żywym "przypominaczem " września był u mojego dziadka odłamek w płucach. Moja mama co jakiś czas przypomina pewne wydarzenie .Na ich terytorium (Brzeżany, Litiatyn, Potutory) przechodziła linia frontu. We wsi zorganizowano szpital, a wcześniej zaplecze logistyczne. Kucharze nawet jakiś czas spali u dziadka w domu. Wiadomo duży, nowy dom musiał się spodobać. Okazali się sympatycznymi ludźmi z Hamburga, których los i polityka która nie bardzo rozumieli rzuciła na wojnę. Kiedy działanie na froncie się wzmogły nasi kucharze byli również sanitariuszami, chirurgami, grabarzami i czym tam jeszcze. Już rzadko spali u dziadka. czasami tylko podrzucali jakieś produkty. Pewnego dnia wycofujące się wojska niemieckie zawitały do wsi. żołnierze rozproszyli się po domach. Plądrowali co było. Jeden z kumplami trafił do domu dziadka. Matka pal w piecu- rozkazał, gotuj jeść.. Matka -ty dymem dajesz znaki. Rodzina pod ścianę. Już mierzył z karabinu kiedy przyszedł jeden z naszych kucharzy. Na szczęście był wyższy ranga i mimo, ze tamten z SS nieźle go zbeształ, wykrzykując, że jak chce strzelać to na front a nie tu do kobiety i dziecka. I tak mama z babcią się uratowały. Ot prawdziwa bajka o dobrym Niemcu.

p.s. dom dziadka został później zbombardowany.Po przyjeździe na Śląsk dziadek budował dom po raz drugi.
-
2011/03/03 22:09:01
Ja też znam wojnę z przekazów ale od najbliższych mi osób. Urodzilem sie tuż po wojnie i ledwie pamiętam gruzy i zgliszcza.
Prezes
-
2011/03/04 10:02:42
Wojna,okupacja,okrucienstwa,tak,byly to straszne czasy ale wsrod niemcow byli tez i tacy ktorzy potrafili nies bezinteresowna pomoc.Mojego ojca uwiezionego w 1943 na Zamku w Lublinie od smierci uratowal niemiecki oficer nazwiskiem Koch.W tym samym roku umarl mi 3 letni brat,polski ksiadz zwlekal z pochowkiem przez 2 tygodnie a przyczyna bylo uzyskanie pelnej oplaty pogrzebowej/brakowalo chleba,mama nie posiadala pieniedzy/, zadne prosby o zaplate w ratach,zmiluj sie nie wchodzilo w gre i do konca pozostal nieprzejednany.W skrocie nie rozpisujac sie podalam tylko dwa przyklady aby pani Marta Kaczynska / prawnik,corka profesora prawa / czytala wiecej i ze zrozumieniem ,tresciwiej myslala i nie atakowala ludzi prawych,wielkiej wiedzy,zyciowo doswiadczonych,patriotow,wzorowych nauczycieli w imie wlasnych zle pojetych interesow.
Dodatki na bloga